#ksiądz

Dwie historie menelskie

Forest19872013-06-07, 5:39
Dwie historyjki które mi się przytrafiły.

1. Wracając z dworca w Łodzi zostałem zaczepiony przez cygankę.
- Daj powróżę, powróżę z ręki, z kart.
- Nie mam kasy, do widzenia.
- Daj, 5 zł powróżę.
I taka wymiana trwała przez minutę czy dwie, ja idę ona za mną i kiedy już traciłem cierpliwość menel obok którego przechodziliśmy zareagował:
- Słyszałaś co Pan powiedział? Sssp🤬alaj!

2. Druga historyjka działa się na dworcu w Kielach, jakiś młody ksiądz do starszego powiedział:
- Laudeturm Iesus Christus.
Na co starszy:
- In secula secularis.
A menel leżący na ławce dodał:
- Seculorum! SeculORUM!
Myślałem, że padne
Przeczytałem bardzo ciekawy artykuł i pragnę się z Wami podzielić:

"Dwóch mieszkańców Nowogardu przebrali się za księży i w konfesjonale i spowiadali wiernych. Byli nietrzeźwi. Wkrótce usłyszą zarzuty.

W jednym z kościołów na terenie Nowogardu, dwóch młodych mężczyzn podszywając się za kapłanów, spowiadało wiernych.
17- i 20-latek poszli do zakrystii i tam założyli na siebie liturgiczne szaty. Po chwili usiedli w konfesjonale.
Wierni ustawiali się w kolejce do spowiedzi. Fałszywi duchowni "wyspowiadali" i "rozgrzeszyli" kilku parafian. Wpadli, kiedy podczas wysłuchiwania grzechów kolejnej osoby , nie byli w stanie powstrzymać ataku śmiechu.

Z ustaleń policji wynika, że obaj mężczyźni byli najprawdopodobniej nietrzeźwi.

- Wkrótce nie będzie im już tak wesoło – podkreśla mł. asp. Julita Filipczuk z policji w Nowogardzie. - Fałszywi księża będą musieli teraz wyspowiadać się przed kryminalnymi. Wkrótce usłyszą zarzuty za obrazę uczuć religijnych. W ramach „pokuty” mogą trafić na 2 lata za kratki"


źródło: gs24.pl
ks. KAZIMIERZ PIŃCIUREK - pierwszy proboszcz w Momotach Górnych

Przybył do Momot w 1970 r. mając czterdzieści pięć lat. Nie podejrzewał wówczas, że zostanie w tej wiosce do końca swych dni. Zastał tam ludzi biednych, ciężko doświadczonych w ostatniej wojnie, ziemię piaszczystą, brak szosy i kaplicę w bardzo złym stanie.
Już w pierwszym okresie pobytu w Momotach dał się poznać jako człowiek pracowity i zaradny. Na jałowej ziemi, mimo że nie znał się na ogrodnictwie, eksperymentował: nawadniał, nawoził, wykorzystując do tego dary lasu - trociny, korę, ściółkę. Po roku ugór wokół plebani zazielenił się i poletko doświadczalne kwitło, więc proboszcz planował, że zarazi do takich sposobów gospodarowania tutejszych mieszkańców. Nawet czytelnię rolniczych poradników urządził na plebani. Nie tego oczekiwano od księdza.
Rozbudowa świątyni stała się wkrótce dla niego zadaniem kluczowym, dyktowanym autentyczną potrzebą - choć na owe czasy i warunki prawie nierealnym... Bez zezwoleń, planów, fachowców, funduszy - nie znając się ani na budownictwie, ani na ciesielce - rozpoczął prace w listopadzie 1972 r. Przy wydatnej pomocy parafian podwyższył i powiększył prezbiterium. W kolejnym etapie inwestycji, realizowanej w pośpiechu i ciągłej obawie przed władzami poszerzył nawę główną, dach i fronton.
Podjęte środki ostrożności dla utajnienia robót - zwłaszcza praca pod osłoną nocy - nie uchroniły go od nieprzyjemności ze strony władz. Nie bał się, ani donosicieli, ani prokuratora, który groził sądem za dziką budowę. Ludziom w nie najbogatszej wsi Momoty należał się prawdziwy kościół. Ostatecznie władze wycofały swoje zastrzeżenia.
Surowe wnętrze kościoła wymagało teraz kosztownych prac zdobniczych. Pełen pomysłów i zaangażowania proboszcz podjął osobiście to wyzwanie. Niewprawnymi rękami, prostym nożykiem rzeźbił w drewnie elementy dekora­cyjne. Poprawiał swoje prace, szu­kając coraz doskonalszych form piękna. Spod jego rąk wyszły płaskorzeźby przedstawiające Ostatnią Wieczerzę, postać Matki Boskiej, Drogę Krzyżową, a także bogato rzeźbione sklepienia, ambona, konfesjonał, chrzcielnica, ławki. Wykonał też unikalne witraże w których ołów zastąpił drewnem. W miarę upływu lat rezultat jego wysiłków stawał się coraz lepszy, w czym pomagało nabyte doświadczenie i przysłane przez rodaków z USA dłutka rzeźbiarskie.
Wszelako przeciwności losu i w tym przedsięwzięciu nie brakowało. W związku z opinią Komisji Kurii Biskupiej w Lublinie, podkreślającej raczej ułomności jego prac artystycznych, zdecydował się zatrudnić rzeźbiarzy. Ocena jednego z nich przesądziła jednak inaczej. W liście do księdza jeden z nich pisał:
„Wspólnie z kolegą doszliśmy do przekonania, ze roboty związane z wystrojem plastycznym (rzeźbiarskim i stolarskim) idą w bardzo dobrym kierunku to znaczy, ze są poważne nadzieje, że kościółek będzie jednolity zwarty w swoim wyrazie to jest autentyczny a swoim klimatem oryginalny. Jest to jakby pomnik księdza i nie wolno nam „podpowiadać" krytykować, ewentualnie zmieniać ogólną koncepcję, która jest właściwie prawie ze na ukończeniu. Cały wystrój wnętrza, jego klimat wyraźnie ksiądz ma w duszy swojej i tak dalej należy powoli, dokładnie, sumiennie i z cała miłością do tego Bożego Domu realizować..."
Podtrzymany na duchu, kontynuował dzieło.
Jego wierni postanowili podziękować Księdzu kupując mu nowe szaty liturgiczne, gdyż stare miał już bardzo zużyte. Ksiądz za nic nie chciał ich przyjąć, więc wierni wymyślili aby zanieść je do Kurii i dopiero tak przesłała je w "prezencie" do ks.Kazimierza
Inicjatywę wykazywał nie tylko przy budowie kościoła i w pracach plastycznych. Utrwalał wciąż żywe w pamięci mieszkańców ślady historii. Znakami tych zabiegów są Fontanna Płacząca ze św. Wojciechem, Grota Zniewolenia i Grota Wyzwolenia oraz tablica upamiętniająca pomordowanych w czasie II wojny światowej. Podkreślając walory tego zakątka, dobry mikroklimat, proboszcz zapoczątkował i rozpropagował agroturystykę. Był także zielarzem, muzykiem, fotografem, organizatorem wielu dziecięcych i młodzieżowych imprez: obozów językowych, zawodów sportowych, dyskotek. Ministrantom, którzy go kochali i pomagali chętnie, zakupił instrumenty muzyczne, sprzęt sportowy.
We wszystkim, co robił, miał wzgląd na dobro swych parafian. Nie obciążał skromnie żyjących kosztami rozbudowy i wystroju kościoła. Nigdy nie pobierał od nich opłat za chrzty, pogrzeby, komunie, śluby. Swoją pensję katechety w połowie zostawiał w szkolnej kasie na potrzeby biednych dzieci.
Postawą swoją zjednał ich serca. W prezencie jubileuszowym sprezentowali mu malucha. Wdzięczność wiernych symbolizowały na samochodzie numery rejestracyjne: TBC 7125 (Tak Bóg Chciał, 71 - rok rozpoczęcia pracy proboszcza i 25-lat pracy w parafii). Przy plebani, adaptując budynki gospodarcze, ks. Kazimierz utworzył Ośrodek Rekolekcyjno-Formacyjny dla dzieci i młodzieży. Znajduje się tutaj schronisko na 40 miejsc. Składa się z pokoi sypialnych, dużej sali spotkań oraz jadalni. Obok na gruncie parafialnym zostało wykonane obozowisko dla harcerzy, boisko do piłki nożnej, siatkówki, jak również pole namiotowe dla rodzin.
Pewnego dnia, gdy spacerował po placu przy kościele, znalazł balon, który spadł nieopodal świątyni. Po jego otworzeniu okazało się, że nowożeńcy z Niemiec w dniu swojego ślubu po wyjściu z kościoła, na pamiątkę wyrzucili ten balon prosząc, aby ten kto go znajdzie skontaktował się z nimi. Ksiądz napisał do nich, zaprzyjaźnili się, a po roku małżeństwo odwiedziło go w Momotach. Tak zatem ośrodek stał się mostem łączącym Momoty ze światem.
Gdy zakończyły się prace przy kościele ks. Kazimierz zaprojektował kaplicę w pobliskim Ujściu. Architekt naniósł tylko małe zmiany. Budowla posiada niespotykaną konstrukcję sklepienia, przypominającą gwiazdę.
29 kwietnia 1997 r. za swoją pracę ks. Kazimierz Pińciurek został odznaczony przez Ministra Kultury i Sztuki.
Momoty Górne, mała wioska w Lasach Janowskich, stała się miejscem zacisznego azylu, do którego chętnie przyjeżdżają ludzie z całej Polski.
Ksiądz Kazimierz Pińciurek zmarł 21 marca 1999 r. Pozostawił po sobie wielkie dzieło, które będzie każdemu przypominało osobowość i delikatną posturę tego kapłana. Warto dodać że po śmierci nie chciał (chcieli tego parafianie) leżeć pod deskami świątyni, lecz postanowił że chce leżeć wśród swoich wiernych - na cmentarzu parafialnym.



Ks.Kazimierz przy swoim dziele. Wszystko co widać w tle było robione jego ręką.

źródło:http://www.momoty.sandomierz.opoka.org.pl/galeria/alb_34.htm

Spowiedź w Sosnowcu

S................l • 2013-05-27, 21:51
Przychodzi baba do kościoła, by się wyspowiadać. Podchodzi do konfesjonału i mówi:
- Jestem z Sosnowca...
Na to ksiądz przerywa, wzdychając:
- Niewiasto, to nie grzech, to wstyd...

Religijne

Mizantrop2013-05-24, 17:52
Ksiądz budzi się ze śpiączki:
- Siostro, czy ja jestem w niebie?
- Nie, w szpitalu. Z braku miejsc musieliśmy umieścić księdza na oddziale dziecięcym.

Przywódcy muzułmańscy twierdzą, że w meczetach nie ma miejsca dla terrorystów. Widocznie są przepełnione.

Islamofobia – strach przed utratą głowy w biały dzień.

Na zakrystii

Wszystkie_nicki_zajęte2013-05-11, 18:50
Wchodzi kleryk na zakrystię i widzi gosposię pastującą podłogę.
Rozejrzał się trwożnie i zbliżył się do niej.
Powoli i po cichu podniósł jej spódnicę, wielce rozochocony zaczął podciągać sutannę w górę.
Kiedy spódnica opadła ponownie powoli podniósł spódnicę i już miał sutannę w górze kiedy spódnica znów opadła.
Nagle usłyszał za plecami głos.
- W zęby?
Przerażony odwraca powoli głowę i widzi stojącego w drzwiach księdza proboszcza.
Szczena mu opadła, a proboszcz mówi:
- SUTANNĘ w zęby!

Garbaty na kazaniu

XtravaganZa2013-05-04, 21:33
Podczas mszy ksiądz opowiada jaki to Bóg jest wspaniały i zdolny.
Wśród wiernych akurat siedzi wykrzywiony jak chińskie C Quasimodo i słucha jak ksiądz zachwala dzieła Stwórcy.

K - I tak moi drodzy, Panu wszystko się udaje. Sami jesteśmy przykładem Jego udanej pracy. Spójrzcie na świat, jakiż jest piękny. A piękną przyrodę, góry, lasy, to też Bogu się udało.

Q - Proszę księdza, ale muszę się z panem nie zgodzić. Ksiądz na mnie spojrzy, czy ja mogłem się Panu Bogu udać?

K - Nooo, jak na garbatego, to całkiem całkiem.

Najlepszy zawód na świecie

a................0 • 2013-04-28, 19:28
Analizując gospodarkę, średnią umiejętności wszystkich ludzi w Polsce myślałem jaki zawód byłby najlepszy na świecie ?
Do głowy przyszedł mi tylko jeden,jaki? Ksiądz
Dlaczego?:
- Zarabia przez 7 dni w tygodniu , w niedziela i święta również
- Zarobione pieniądze nie są poddawane opodatkowaniu
- Wybiera czystość duchową dla kasy a mimo to i tak łamie ten postulat
- Wybór dzieci ogromny w przedziale 5-15 lat
- Możliwość zatrudnienia atrakcyjnej gosposi która będzie myła Ci jajka za kasę .
- Gosposia numer 2 - mniej atrakcyjna, najlepiej stara i z doświadczeniem kulinarnym - która będzie Ci robić żarcie
- Wataha dziewic do rozdziewiczenia , specjalnie przystosowane , ubrane w czarne "habity" aby nie naświetlała się błona
- Stała praca z której nikt Cię nie wyrzuci - ekskomunika - dopóki będziesz krył się ze swoimi grzeszkami
- Możliwość naj🤬ia się legalnie przy ludziach a potem na odstresowanie śpiewanie gdzie banda debili śpiewa po Tobie
- Znajomość wszystkiego co dzieje się w okolicy oraz jakie ludzie mają odpały - konfesjonał
- Garaż wyglądający jak Twój wymarzony dom a plebania wyglądająca jak domy Rihanny, Eminema i Gates'a razem wzięte

Przemyślenia własne, możecie śmiało mnie tyrać jeśli się nie zgadzacie

Ciało Chrystusa

F................6 • 2013-04-23, 20:52
Nie chcę się tam chwalić, ale w ostatnią niedzielę ksiądz powiedział mi, że mam "Ciało Chrystusa" gdy przed nim stanąłem. Siłownia najwyraźniej się opłaciła.